Przejdź do treści

fajna jesteś_miło było

  • przez

Poznałyśmy się jakieś 5 lat temu przez wspólnego gay_frienda. Na początku trochę się cykałam, bo niezbyt brawurowa ze mnie niewiasta. Ryzyko wolę zostawiać sympatykom szampejna.

J E D N A K.

Postanowiłam spróbować. Pierwszy_raz wydarzył się w haloweenową noc w 2017 roku. Usidliłaś mnie doszczętnie. Nagle wszystko stało się prostsze i atrakcyjniejsze. Wreszcie mogłam z łatwością, bez kolejnego psychoterapeuty, wykpić gros moich psychicznych bolączek.

Cóż to były za czasy! Sprawiałaś, że nawet zwykła posiadówa na chacie i byle pato_streamy okazywały się niezrównaną zabawą. Wzmagałaś doświadczanie dźwięków, obrazów i smaków. Rozhulałaś moją kreatywność. Dawno nie czułam się taka spokojna i pogodzona ze światem.

A L E.

Kiej słynny G r e j pokazałaś też swą ciemniejszą stronę. Pierwszy poważniejszy rozłam nastąpił po 3 latach naszej zażyłości. Odczułam wtedy zatrważającą beznadzieję. Taką, której nie zaznałam nawet za n a j ś w i e t n i e j s z y c h czasów moich zaburzeń depresyjnych. Poczułam się przeraźliwie marna w swojej ulotnej, cielesnej formie. Obrzydzały mnie nawet własne jelita, które nader dosadnie zmaterializowały się w mojej zdruzgotanej jaźni. Całą noc poświęciłam na opanowanie galopującego pulsu, aby ostatecznie wyhamować… przy tobie.

Minęło trochę czasu, a ty zadałaś kolejny cios. Mój nadwrażliwy i podziurawiony umysł poczęły opuszczać resztki stabilności, którą z mozołem wypracowywałam przez ostatnie lata. Pomyślałam wówczas: jeśli tak wygląda szaleństwo, to rozumiem, dlaczego ludzie pociągają za spust. Mimo to nadal ciągnęło mnie do ciebie.

Naszą wspólną przygodę zakończyłaś pewnej mroźnej, styczniowej nocy w 2021 roku. Wówczas skostniałam z trwogi. Dotkliwie uzmysłowiłam sobie, jak bezradna jestem w starciu ze śmiercią i jak bardzo złudne są przeświadczenia o jakiejkolwiek kontroli nad życiem. Straciłam zaufanie do swojej świadomości. Nie miałam dokąd uciec, bo w każdym zakamarku umysłu polowała na mnie panika. Przez kilka dni umierałam_za życia, zanim benzodiazepiny jakkolwiek opanowały sytuację. Ty natomiast przestałaś panować nade mną.

Z A T E M.

Hasta la vista, n i e w i n n a_travveczko.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.