Syberya nadeszła.
Wraz z nią sympatyczne wspomnienie wigilii pracowniczej sprzed kilku lat.
Siedziba małej agencji marketingowej na obrzeżach miasta, jedno biurko w roli stołu, a na nim świąteczny obrus i ciastka szemranej jakości. George Michael jeszcze żył. Muzyka dźwięczała w tle, a kilka dziewczyn skwapliwie urządzało wigilię od szefa dla szefa.
ON. Boss w 4K. Wizjoner, wpływowy biznesmen. Zna tutejszego prezydenta, uwiecznił niejedną gwiazdę, współpracuje z lokalnymi pięknościami.
Klienci są dla niego najważniejsi. Zatem zabierzmy jakieś czekoladki drugiej kategorii na spotkanie biznesowe. Ostatnio nie najlepiej się dzieje w firmie… A ty jeszcze się naprzykrzasz, ty nieznośna egzekutorko gratyfikacji! Są tysiące innych ludzi renesansu na twoje miejsce.
Pierniki znikały przy wywodach o świetlanej przyszłości firmy. Uprzywilejowani ochoczo przytakiwali pomysłom, w których często odgrywali niemal charytatywną, wszak chwalebną rolę.
Dostałyśmy prezenty. Podziękowałam za życzenia pokory i okrojoną o stówę wersję podarunku dla wyklętej.
Ś w i e c z k a_zapachowa. I niech się cieszy.