C R A S H

W liceum zaliczyłam c r u s h a.

Młodzieniec był z mojego rocznika, ale uczęszczał do klasy informatycznej. Odkąd w gimnazjum szaleńczo i platonicznie pokochałam Kurta Cobaina, upodobanie do długowłosych chłopców wciąż się utrzymywało. Niestety mój właściwy ideał nigdy nie wyszedł poza plakat na ścianie, pomimo usilnych prób duchowego połączenia. Kto by pomyślał, że znajdzie się ekwiwalent i to jeszcze w zasięgu ręki!

Nie pamiętam od kogo i jak zdobyłam jego numer GG, ale podołałam. Umówiliśmy się, że mam go zaczepić w szkole. Zaczepiłam. Od tego momentu byłam zachłyśnięta byle gestem mojego wybranego. Nie mieliśmy o czym gadać, co okazało się jasne już na samym początku, ale… Przecież on stanowił niemal inkarnację pana Cobaina! Paliliśmy vicegnojki i czasem wracaliśmy ze szkoły tym samym śmierdzącym autobusem. Zaiste szalona zażyłość, której nie mogłam i wówczas nie chciałam przerywać.

Sam mnie wyręczył. Wrzucona do friendzone i zmuszona do oglądania jego uścisków z nową dziewczyną (notabebe z mojej klasy) wpadłam w nastoletnią rozpacz.

Wyżaliłam się ówczesnej koleżance.

– Dlaczego on z nią jest, dlaczego mnie olał, przecież ona jest taka brzydka!

– No wiesz, ty też nie jesteś jakąś pięknością…

Proszę zaznaczyć właściwy morał tej historii:

A_Koleżanka okazała się wredną suką.

B_Ja okazałam się powierzchowną suką.

C_Obie odpowiedzi są prawdopodobne.

Close Menu